 | Szukaj |  |
 | Album |  |
Adamek vs Briggs II - 006

Redrum
12 Jun 2008 11:04
|
Adamek vs Ulrich - 021

Redrum
12 Jun 2008 11:06
|
Demo - 010

Redrum
12 Jun 2008 10:46
|
|
|
 | Witamy |  |
 |
Witamy na PolskiRing.com
|
 |
|
 | |  |
Posted Śro 02 Dec, 2009 15:12 By GRB |
|
|
Roy Jones Jr. właśnie zaliczył kolejlną porażkę przed czasem... tym razem już w 1 rundzie, z Danny Greenem. Skłoniło mnie to do pewnych refleksji nad karierą tego wybitnego pięściarza. Patrząc na Roya i jego ego należało się spodziewać takiego obrotu sprawy, że wierząć w swoją wielkość będzie walczył tak długo aż wydarzy sie coś takiego. Roy sprawiał wrażenie jakby niedocierały do niego pewne fakty, mógł przegryw ...
Read More
|
|
|
Posted Czw 19 Nov, 2009 19:36 By GRB |
|
|
Gdy pierwszy raz przeczytałem o pomyśle turnieju "super six 168" nie wierzyłem że do niego dojdzie. Stwierdziłem że choć pomysł jest fajny, to przedsięwzięcie jest zbyt duże i coś z pewnością nie wypali... pomyliłem się. Do turnieju doszło i trwa w najlepsze, swoje walki wygrali narazie Abraham oraz Froch, choć jest sporo głósów że w tej drugiej walce to Andre Dirrell zasłużył na zwycięstwo a praca sędziego ringowego była moc ...
Read More
|
|
|
Posted Sob 14 Nov, 2009 03:29 By GRB |
|
|
Od starcia Pacmana z Miguelem Cotto dzielą nas już tylko godziny, obaj bokserzy zrobili zakontraktowany limit 145 funtów bez problemu w pierwszym podejściu. Pacman wniósł na wagę 144 funty, najwięcej w dotychczasowej karierze. Dysproporacja warunków fizycznych jest widoczna, aczkolwiek jest znacznie mniejsza niż choćby w przypadku walki z O ...
Read More
|
|
|
Posted Czw 12 Nov, 2009 00:24 By GRB |
|
|
Nicolai Valuev postanowił zabrać głos publicznie po przegranej walce z Davidem Haye, w której stracił tytuł "mistrza świata". Jako że jego wypowiedź szczerze mnie rozbawiła, postanowiłem przytoczyć kilka rodzynków z wywiadu z Rosjaninem
- Jeżeli miałbym się na cokolwiek uskarżać względem moich promotorów, to byłby fakt, że ciągle dobierali mi małych, uciążliwych i niewygodnych rywali, takich jak John Ruiz, Ruslan Czagajev, Evander Holyfield... ...
Read More
|
|
|
Posted Sob 07 Nov, 2009 18:33 By GRB |
|
|
Już za pare godzin dojdzie do walki o tytuł WBA w wadze ciężkiej. Czytając dyskusję na forum widać że im bliżej do walki, tym większe są wątpliwośći co do wyniku. Oczywiśćie w boksie a zwłaszcza w wadze ciężkiej wszystko może się zdarzyć, jednak w moim odczuciu ta walka nie jest zbyt trudna do typowania...
Jeśli popatrzy się uważnie na ostatnie lata kariery Valueva w ...
Read More
|
|
|
Posted Sob 07 Nov, 2009 17:31 By GRB |
|
|
Witamy na polskiring.com, po dlugiej nieobecności postanowiliśmy wznowić działanie strony głównej naszego serwisu. Jako że dziś mamy dośc ciekawy wieczór dla kibiców boksu, już wkrótce zapraszamy do lektury 
|
|
|
 | |  |
Posted Sob 24 Oct, 2009 15:18 By Gwahlur |
|
|
Moim zdaniem: Adamek vs Gołota
Zbliżającą się wielkimi krokami konfrontacje pomiędzy Tomaszem Adamkiem (38-1-0, 26 KO) i Andrzejem Gołotą (41-7-1, 33 KO) dumnie określa się mianem „polskiej walki stulecia”. Moim zdaniem są jednak spore szanse na to, że ten bardzo głośny w naszym kraju pojedynek zamieni się w teatr jednego aktora. Tomasz Adamek najprawdopodobniej ma zbyt dużo atutów po swojej stronie, aby wiekowy i mocno już wyeksploatowany Andrzej Gołota mógł być dla niego równorzędnym przeciwnikiem.
Andrzej Gołota nastawia się na zwycięstwo przez nokaut, co jest mądrą taktyką, ponieważ wygrana przed czasem wydaje się być jego jedyną szansą. „Góral” ma obecnie swój najlepszy okres w karierze profesjonalnej, jest zbyt młody, utalentowany, doświadczony, rozboksowany i ma zbyt dużą przewagę w szybkości rąk i nóg, aby Andrzej mógł to wygrać na punkty (chyba że wielokrotnie przewracając przeciwnika na deski). Jakie są szanse Gołoty na znokautowanie Adamka? Moim zdaniem niezbyt duże. Nasz naturalny „ciężki” nie ma obecnie uderzenia mocnego jak na wagę ciężką, więcej – nigdy go nie miał. On zawsze był bokserem prędzej sprawnym niż silnym, bazował w głównej mierze na szybkosci rąk i nóg, na lewym prostym. Oczywiście, przystępując do pojedynku z Riddickiem Bowe (bardzo już wtedy wyniszczonym, mimo zaledwie 28 lat) Polak miał powierzchownie bardzo imponujący rekord - 28 zwycięstw bez porażki i w tym aż 25 wygranych przez nokaut. Tak wysoki procent walk rozstrzygniętych przed czasem nie wziął się jednak z wielkiej siły Andrzeja. Polak wygrywał te wczesne walki zawodowe w taki a nie inny sposób, ponieważ miał sporo innych zalet. Był pięściarzem naprawdę wysokim, doświadczonym w boksie amatorskim (brązowy medal olimpijski w wadze ciężkiej, Seul 1988), oprócz tego miał też szybkie ręce i nogi, wyprowadzał sporo ciosów, doskonale operował lewym prostym, bił kombinacjami i na tułów, miał dobre oko i zdecydowanie dobrą technikę. Polak dostawał też adekwatnych przeciwników do rozstrzygania walk przed czasem. Poza jednym wyjątkiem (D.Nicholson) nie byli oni zbyt mocni jak na warunki amerykańskie. Za absolutnie skrajny przykład posłużyć tu może Charles Presswood (0-6-0, 0 KO), który wszystkie rozegrane walki przegrał przez klasyczny nokaut w pierwszej rundzie. Tymczasem gdy po dwumeczu z Bowe zwiększono Gołocie poziom sportowy przeciwników (a i to nie zawsze – Dixon, Basting, Rhode, Bates, McBride) to wygrane przed czasem stanowiły już tylko 60% wszystkich zwycięstw.
Jeszcze przed słynną, pierwszą walką z Bowe w Madison Square Garden, Andrzej dał pojedynek stawiający pod znakiem zapytanie siłę jego ciosu. Był to oczywiście bój z Danellem Nicholsonem (24-1-0, 18 KO). W jego trakcie Gołota nawet z premedytacją uderzył przeciwnika głową, ponieważ ten za nic nie chciał się przewracać po jego czystych ciosach. Nicholson w tej walce źle rozłożył siły, w związku z czym pod koniec ledwo już stał ze zmęczenia, a mimo to Polak nie był w stanie go przewrócić nawet dużą kumulacją trafień. Ostatecznie dobrze się stało, że Amerykanin zrezygnował, był już tak wyczerpany, że przez to w zasadzie bezbronny. Po tej walce Larry Merchant, obecnie od kilkudziesięciu już lat komentujący walki dla najważniejszej „bokserskiej” telewizji świata – HBO, powiedział, że albo Nicholson ma nieprawdopodobną odporność na ciosy, albo ten Andrzej Golota wcale nie ma takiego mocnego uderzenia jak się wydawało. Jak pokazała zarówno wcześniejsza jak i dalsza kariera zawodowa, Danell Nicholson nie był wielkim twardzielem. Już w następnej walce Kirk Johnson (19-0-0, 14 KO) aż trzykrotnie rzucił Nicholsona na deski, nie wygrał co prawda przed czasem, ale przecież Danell tym razem nie był już wyczerpany i bezbronny na skutek niefrasobliwego rozłożenia sił, jak to miało miejsce z Andrzejem. Natomiast przed walka z Gołotą, Nicholson już w 2 rundzie przegrał z 20-letnim wówczas Jeremy Williamsem (8-0-0, 6 KO), który rok wcześniej występował jeszcze w amatorskiej wadze półciężkiej.
Potem był oczywiście słynny na cały świat dwumecz z Riddickiem Bowe (38-1-0, 32 KO). „Big Daddy” na skutek marnej obrony i przez lata beztrosko przyjmowanych ciosów (zarówno w amatorstwie jak i zawodowstwie) miał już chroniczne zmiany w mózgu, jego mowa była bełkotliwa a odporność na ciosy zredukowana. Na samej tylko olimpiadzie, gdzie zdobył srebrny medal, był liczony przynajmniej cztery razy, dwukrotnie leżał też na deskach w przegranym boju z Jorge Luisem Gonzalesem. Ponieważ tego typu sytuacje się powtarzały, to młodziutki Amerykanin wkroczył do profesjonalnego boksu z opinią zawodnika o niedostatecznej odporności na ciosy. O dziwo w zawodowstwie imponował szczęką, przyjmując na nią wiele ciężkich ciosów. Każda głowa ma jednak jakiś limit ciosów do przyjęcia, zarówno w pojedynczej walce, jak i w całej karierze. Bowe w najlepszym wypadku zbliżał się do końca swojego limitu. Oprócz tego Riddick ogromnie tył miedzy walkami. W swoim domu nieprzypadkowo kuchnie miał ulokowaną w... sypialni, wszystko to po to, aby pochłaniać kolejne puste kalorie nie ruszając się sprzed telewizora. Następnie, w trakcie przygotowań do walk, w szybkim tempie zrzucał duże ilości tłuszczu – to powodowało duże wyczerpanie młodego organizmu, przez sporą cześć czasu egzystującego na niezdrowej diecie, w której jedzenie typu fast-food stanowiło jeden z fundamentów odżywiania. Doświadczony lekarz ringowy badający Bowe’a przed walką z Gołotą powiedział, że Amerykanin to był „najstarszy 28-latek jakiego na oczy widział”. Riddick metrykalnie miał prawie 29 lat, tymczasem na skutek wieloletniego zbierania ciosów i koszmarnie niezdrowego stylu życia, biologicznie zapewne zbliżał się już powoli do 40-tki... Na dodatek Riddick do Andrzeja wyszedł najgrubszy w karierze, i co absolutnie typowe dla tego stanu, był wyjątkowo wolny, dzięki czemu Polak, ze swoimi unikami rotacyjnymi, pod względem defensywy prezentował się momentami jak młody Muhammad Ali.
Do rewanżu Bowe wyszedł dużo szczuplejszy, jednak w tym przypadku była to oznaka kontynuowania straceńczej praktyki. Riddick po raz kolejny przed walką zrzucił bardzo duże pokłady tłuszczu w bardzo krótkim czasie. Tym razem było to aż 20 kg w zaledwie 8 tygodni. W konsekwencji organizm wycieńczony wieloletnim, gwałtownym nabieraniem i traceniem dużej masy tłuszczowej oraz zbieraniem ciosów wagi ciężkiej, coraz wyraźniej dawał już o tym znać. Dlatego właśnie Amerykanin był taki apatyczny w pierwszych rundach, co w zestawieniu z jego dobrą wagą niezmiernie zadziwiło amerykańskich ekspertów. W ostatnim pojedynku przed Gołotą, Riddick wygrał co prawda przed czasem z legendarnym Evanderem Holyfieldem (31-2-0, 22KO), tyle że popularny „Holy” odczuwał wówczas skutki żółtaczki, przez co wyraźnie opadł z sił już w początkowych etapach walki. Jak po zaledwie paru rundach powiedział Jim Lampley, kolejny obok Larry Merchanta wieloletni komentator słynnej stacji HBO, znany z bardzo dobrej kondycji Evander, po paru zaledwie starciach, był bardziej wyczerpany niż w swojej jakiejkolwiek innej zawodowej walce (a przypomnijmy że Holyfield boksował i 15 rund). Mimo tak dużego osłabienia organizmu Evander nie tylko trafiał rywala z astronomiczną, 60% skutecznością, ale również niezniszczalnego niegdyś Bowe’a przewrócił na deski i miał go na widelcu. Gdyby Holyfield był wówczas zdrowy, to śmiało można przypuszczać, że w takiej sytuacji nie wypuścił by zwycięstwa z rąk i z wyniszczonym już Riddickiem wygrał by przez nokaut. Jak powiedział Michael Katz, znany amerykański fachowiec, członek bokserskiego halu sławy - Lennox Lewis zniszczy Gołotę, stwierdził że nie rozumie podekscytowania Polakiem z powodu jego walk z Bowe, Riddick przecież był słaby. W każdym razie w trakcie dwumeczu z dużo słabszym niż kiedyś ”Big Daddym”, Gołota pokazał to, co nieprzypadkowo stać się miało w przyszłości zmorą jego kariery. Miał przeciwnika na deskach, w opałach, ale nie był w stanie go znokautować nawet kumulacją.
Następny zastanawiający występ Polaka to oczywiście Corey Sanders (16-5-0, 10 KO). Zawodnik ten w samej tylko drugiej rundzie przyjął od Andrzeja tyle czystych ciosów, że bezwzględnie powinien przegrać w niej przed czasem, gdyby Gołota rzeczywiście dysponował uderzeniem mocnym jak na wagę ciężką. Tymczasem Amerykanin nie dość, że nie poległ przez nokaut, to nawet nie był liczony i ostatecznie przegrał tylko na punkty, przy okazji dając Polakowi naprawdę trudną walkę. Sanders oczywiście nie był mało odporny na ciosy, niemniej jednak w tamtym okresie (1996-2002) zawodnik ten większość swoich porażek poniósł przez nokaut i tylko Andrzej Gołota oraz dostarczyciel zwycięstw Marion Wilson (9-23-3, 4 KO) zwyciężając go, nie wygrali jednocześnie przed upływem zakontraktowanego czasu. Swoją drogą ów 41-letni journeyman Wilson był od Coreya 13 cm niższy, miał 10 cm mniejszy zasięg ramion, ważył prawie 29 kg mniej (na dodatek tamta jego waga to niemalże górny limit dzisiejszej wagi cruiser) i był 19 lat starszy, a mimo to, tak jak Polak, wygrał z nim na punkty. Fakt, że Andrzej Gołota toczył tak ciężką walkę z ambitnym journeymanem jakim był Corey Sanders zdaje się o Polaku świadczyć nienajlepiej. Oczywiście, Sanders będąc później otłuszczony i mając tylko jedno oko znokautował późniejszego mistrza świata Olega Maskaeva (22-4-0, 17 KO). Tu jednak zadziałał prosty mechanizm, Corey wyraźnie przegrywając pojedynek na punkty po raz kolejny udowodnił, że szczególnie w wadze ciężkiej, jeden cios może odmienić walkę. Mówiąc wprost miał szczęście, słaba szczęka Maskaeva owemu szczęściu dopomogła. Inna sprawa, że Oleg miał wówczas fatalną passę - w 5 walkach tamtego okresu aż 3 razy przegrał przez nokaut.
Podobnie nienajlepiej wygląda to, co z Gołotą działo się w pojedynku z przeciętnym, prostym, niespecjalnie wysokim i strasznie zatłuszczonym Samsonem Po’uha (15-1-0, 15 KO). Polak z tym bokserem niskiej klasy niemalże przegrał przez nokaut w 4 rundzie, w akcie desperacji nawet ugryzł go w kark. W przypadku tej walki trzeba wziąć pod uwagę, że Samson był strasznie zapuszczony, przecież jemu w ciągu półtora roku przybyło... 20 (słownie: dwadzieścia) kilogramów tłuszczu! Taki balast nie tylko spowalniał mu ręce i nogi, ale również odbierał sporo kondycji. W efekcie Po’uha niecały rok przed konfrontacją z Gołotą, z powodu zapaści kondycyjnej, już w szóstej rundzie przegrał przez nokaut z journeymanem Craigiem Payne (11-8-1, 7 KO). Jak pokazała przyszłość, dla zwycięzcy była to jedyna wygrana w 18 walkach (sic!). Samson Pou’ha najlepszą formę prezentował ważąc kilkadziesiąt kilogramów mniej niż gdy walczył z Gołotą, gdyby więc Andrzej był w tej 4 rundzie w tarapatach z Pou’ha, który nie jest dramatycznie zatłuszczony (a wiec w tarapatach z Samsonem szybszym i lepszym kondycyjnie) to zapewne nigdy nie doszło do walki z Riddickiem Bowe...
Następny w kolejności, zastanawiający występ, to był rzecz jasna przegrywający w tamtym okresie raz za razem, prawie 41-letni Tim Witherspoon (46-7-0, 31 KO), który z Gołotą również przegrał tylko na punkty i nawet nie leżał przy tym na deskach, a to wszystko w sytuacji gdy dwie następne walki „Terrible” Tim przegrał przez nokaut (z niespecjalnie imponującymi rywalami). Jeden z tych którzy go znokautowali – 41-letni, gasnący Greg Page (55-14-1, 45 KO) miał go na deskach już w 1 rundzie. Następnie Golota w ciągu pół roku zmierzył się z Jessy Fergusonem (26-17-0, 16 KO) oraz Quinnem Navarre (26-4-0, 17 KO). Pierwszy z nich, przegrał tylko na punkty i mimo zebrania ogromnej ilości czystych ciosów nie był nawet liczony. Drugi natomiast przegrał na stojąco w 6 rundzie, po zebraniu zastanawiająco dużej ilości celnych ciosów. Kolejny przeciwnik Polaka to oczywiście Michael Grant (30-0-0, 21 KO) o którym zwykło się mówić, że ma „szklaną szczękę” i który z perspektywy czasu okazał się być mało odpornym na ciosy „średniakiem”. Amerykanin w pierwszej rundzie przyjął od Andrzeja zabójczy cios z prawej ręki, gdyby Gołota rzeczywiście dysponował uderzeniem mocnym jak na wagę ciężką, to przy tak dobrej celności i timingu tego ciosu oraz niezbyt dużej odporności na uderzenia rywala, Grant nie miał prawa się podnieść. Tymczasem Michael nie tylko się podniósł, ale wręcz przetrwał kolejny nokdaun, doczekał do gongu kończącego pierwsze starcie i wytrwał aż do dziesiątej rundy (gdzie zwyciężył), a to wszystko w sytuacji gdy wg Amerykanina, jeszcze w 5 starciu (!) był oszołomiony tym trafieniem Polaka, które przewróciło go po raz pierwszy. Gołota trafiając nie mógł wiec „dobić” niezbyt odpornego na ciosy i długo jeszcze oszołomionego przeciwnika. Jedną z kolejnych walk był Orlin Norris (50-5-0, 27 KO) - podstarzały, niski, naturalny cruiser bez ciosu, zawodnik w tamtym czasie zdecydowanie nie grzeszący ringową aktywnością (lekkopółśmieszne 2 rundy w trakcie poprzednich 2 lat kariery zawodowej). On również nic sobie nie robił z celnych ciosów Andrzeja przegrywając ostatecznie na punkty, bez jednego choćby nokdaunu. Dwie walki później był Brian Nix (18-10-0, 3 KO), zawodnik ten w pojedynku z Gołotą w zasadzie robił za żywy worek treningowy do ćwiczenia kombinacji, przyjął ogromną ilość czystych ciosów, złamał się dopiero na skutek bardzo dużej kumulacji trafień, ale też nie padł na deski.
W mistrzowskim pojedynku WBA Polak co prawda przewrócił Johna Ruiza (40-5-1, 28 KO), sęk jednak w tym, że to wcale nie był jakiś bardzo mocny cios, to było idealnie celne trafienie zadane w momencie najlepszym z możliwych. Oczywiście standardowo dla siebie Andrzej nie potrafił już wykończyć rannego przeciwnika. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, idealnie celne trafienia przecież nie zdarzają się aż tak często. W zasadzie to nie zdarzają się prawie wcale. Identyczna sytuacja jak z Michaelem Grantem, zarówno Ruiz jak i Grant na własnej skórze poczuli, że nie tylko siła ale i celność w boksie „zabija” (mimo, że obaj spotkanie z nią „przeżyli”). Powtórzyć takie idealne trafienia jest niesłychanie trudno, Gołota zaś nie miał mocnego ciosu by czynić im permanentną krzywdę również mniej celnymi (nieidealnymi) trafieniami, dlatego właśnie panowie nie dali się znokautować. Ostatnim, wartym omówienia przykładem będzie Mike Mollo (19-1-0, 12 KO), konfrontacja Andrzeja właśnie z tym zawodnikiem najlepiej chyba oddaje możliwości siłowe dzisiejszego Gołoty. Mollo to nie jest wysokiej klasy pięściarz (przegrał dotychczas z każdym lepszym pięściarzem z jakim się spotkał), nie dość że naturalnie jest raczej bardzo dużym cruiserem z odpowiednio rozwiniętym gorsetem mięśniowym, niż naturalnym ciężkim, to na dodatek jest niski (ledwie 185 cm wzrostu), prosty i więcej niż słaby pod względem wydolności (kondycja na 6 rund). Jeśli koniecznie należałoby określić jego klasę ringowa, to będzie to co najwyżej „średniak”. Mike w tym pojedynku, w drugiej połowie walki konkretnie, ledwo już z wyczerpania utrzymywał pozycje pionową, a mimo to, mimo tak ogromnie sprzyjających okoliczności Andrzej Gołota nie tylko nie wygrał przed czasem, ale nawet nie był w stanie choćby przewrócić na deski zdecydowanie gorszego od siebie przeciwnika, zataczającego się ze zmęczenia. W konsekwencji Andrzej potężną kumulacją nie był w stanie zrobić krzywdy nawet naturalnie bardzo dużemu cruiserowi, o klasie co najwyżej „średniak”, który był od niego 8 cm niższy, 7 kg lżejszy, ogromnie mniej doświadczony, słabszy technicznie, zdecydowanie gorszy pod względem klasy sportowej i do tego z wyczerpania potykał się o własne nogi.
Gdyby Andrzej Gołota rzeczywiście potrafił mocno uderzyć jak na realia profesjonalnej wagi ciężkiej, to nie miałby tak wielkich kłopotów w „napoczynaniu” rywali trafianych raz za razem, a tych „napoczętych” zdecydowanie częściej kończył by przed czasem. Jego problemem nie było to, że nie wiedział jak nokautować naruszonych przeciwników, czy też że wówczas nie starał się należycie. On wiedział jak, a i chęci mu nie brakowało, on po prostu nie miał uderzenia wystarczającej mocy. Jeśli nokautował rozsądnych zawodników, to kumulacją ciosów (najczęściej dużą), z kolei w pozostałych przypadkach nawet kumulacja nie pomagała. Nie oznacza to oczywiście, że Polak zupełnie nie miał siły w rękach, że miał „watę”. To również nie jest prawdziwe stwierdzenie. Miedzy mocnym ciosem a „watą” jest jeszcze bardzo duże spektrum możliwości i tam właśnie, ze swoją siłą ciosu, lokuje się Andrzej Gołota. Jeśli więc zestawi się z jednej strony najlepszego na świecie, sprawnego cruisera z bardzo mocną psychiką i bardzo dobrą szczęką jak na kategorie junior ciężką, który zapewne będzie walczył mądrze i taktycznie, minimalizując straty, a z drugiej strony postawi się starego zawodnika, który w wadze ciężkiej nie dysponuje mocnym uderzeniem, ma dużo wolniejsze ręce i nogi, a w karierze wiele przyjętych ciosów oraz przebytych urazów i kontuzji, to nie ma innej możliwości, aby zdecydowanym faworytem nie był „ten mniejszy”.
Oczywiście jeśli Andrzej Gołota w ramach taktyki sprowadzającej się do próby wygrania przez nokaut, nastawił się w trakcie kilkutygodniowych przygotowań przed walką, na zwiększenie siły ciosu, to zapewne będzie ona trochę większa niż bywało to ostatnimi czasy. Niemniej jednak, zwłaszcza w tym wieku i na tym poziomie wyeksploatowania organizmu wieloletnim forsowaniem na granicy adaptacji (Andrzej słynął z wielkiej pracowitości), może się to niekorzystnie odbić na szybkości rąk. Zwarzywszy zaś na to, że szybkość to czynnik, który na skutek wieku Gołota wyraźnie wytracał ostatnimi laty, oraz to że jest rok starszy (rok słabszy) niż był z Rayem Austinem, to spadek szybkości wywołany treningiem nastawionym przede wszystkim na silę może niestety szybkość Andrzeja sprowadzić do nie imponującego poziomu starego George’a Foremana. Tymczasem co Gołocie po zwiększonej wymowie ciosów, jeśli będą one na tyle wolne, że Adamek je zablokuje, uniknie ich, zbije je, czy też zejdzie z linii ciosu?
Skoro już mowa o George’u Foremanie (76-5-0, 68 KO), to jest on, oczywiście w kontekście wygranego pojedynku z Michaelem Moorerem, podawany przez zwolenników zwycięstwa Andrzeja nad Tomaszem, jako przykład tego, że w zdecydowanie podeszłym sportowo wieku „też można”. Inni jeszcze wskazują przykład wiekowego Bernarda Hopkinsa (49-5-1, 32 KO), który rok temu zdeklasował młodego i bardzo niebezpiecznego Kelly Pavlika, będącego wówczas numerem jeden wagi średniej. Oczywiście, Foreman i Hopkins majac odpowiednio 45 i 43 lata (a wiec kilka lat więcej niż obecny Gołota) dokonali rzeczy na swój wiek wręcz nieprawdopodobnych, czy jednak są to dobre przykłady na poparcie szans Andrzeja? Zwycięstwo starego Foremana przez nokaut nad młodym Moorerem rzeczywiście na pierwszy (pobieżny) rzut oka wydawać się może argumentem na korzyść Goloty. Przecież George był, a Andrzej jest po 40-tce, obaj są wysocy i występują w wadze ciężkiej, Foreman wygrał przez nokaut a Andrzej w ten właśnie sposób chce zwyciężyć, Adamek ma wyraźną przewagę szybkości nad Gołotą, tak samo jak swego czasu znaczną przewagę szybkości miał Moorer nad Foremanem, i na koniec, zarówno Michael jak i Tomasz mają swoje korzenie w wadze półciężkiej. Ustosunkowując się do tego, po pierwsze chciałbym nadmienić, że George Foreman i Bernard Hopkins to nieprawdopodobnie rzadkie przypadki, zawodnicy którzy mimo straszliwie niesprzyjającego wieku zachowali walory ringowe, które kwalifikowały ich do bycia w czołówce światowej. Takiemu Bernardowi, oprócz oczywiście predysponującej ku temu genetyce, w oczywisty sposób pomógł nieprawdopodobnie zdrowy tryb życia (nawet jak na sportowca profesjonalnego). On był wręcz fanatykiem zdrowego odżywiania i biegania. Swoim jadłospisem zadziwił nawet samego Oscara de la Hoye przy pierwszym spotkaniu w restauracji. Całkowicie obce były mu tez wszelkie używki. Tak perfekcyjny tryb życia sprawiał, że on już przystępując do pierwszych treningów przed walką miał doskonałą wagę i przyzwoitą bazę kondycyjną. Oprócz tego prezentował on bezpieczny dla siebie boks a zbieranie niewielkiej ilości ciosów w głowę to też jedna z recept na bokserską długowieczność. Można by wiec zadać pytanie, czy Gołota rzeczywiście ma szanse wygrać z Adamkiem dlatego, że „ktoś kiedyś” osiągnął wielki sukces w podobnym wieku, dzięki temu, że dysponował niezwykłą genetyką, prowadził niesłychanie zdrowy tryb życia i przyjmował bardzo mało ciosów w głowę?
George Foreman został najstarszym mistrzem świata wagi ciężkiej dlatego, że dysponował uderzeniem o wyjątkowej sile. Argument ten na samym końcu „opuszcza” pięściarza gdy ten się starzeje, dlatego właśnie Amerykanin mimo 45 lat i mizernej szybkości, przy odrobinie szczęścia mógł wygrać z każdym. Siła jaką dysponował była tak duża, że nawet pchane ciosy w jego wykonaniu mocno odrzucały głowę przeciwnika. Gołota tymczasem bazował na szybkości rak, na naprawdę sprawnych nogach jak na zawodnika wagi ciężkiej, na kondycji i celności. Te cechy wraz z wiekiem „opuszczają” boksera znacznie szybciej niż siła ciosu.. Andrzej nigdy nie miał nawet 50% takiej siły rażenia jak „Big George”, ostatnimi czasy nawet potężną kumulacją nie był w stanie choćby przewrócić na deski rywala zdecydowanie niższej klasy, słaniającego się z wyczerpania. Adamek tymczasem najpewniej nie będzie na silę dążył do rozstrzygnięcia przed czasem, tylko nacisk kładł będzie na szybkość, nogi, obronę, lewy prosty i kontry. Tyle jeśli chodzi o przykład siłacza George’a Foremana. Z kolei Bernard Hopkins notował tak dobre wyniki w tak późnym wieku ponieważ on, jak na tyle lat, to był wręcz nieprawdopodobnie sprawny. Jeśli zaś chodzi o sprawność Andrzeja Goloty, to Polak dwa lata temu zaprezentował ją w pojedynku z Kevinem McBride, który pod względem czysto sportowym jest journeymanem o nadmuchanym rekordzie. Otóż Polak był przez tego, chyba najwolniejszego zawodnika wagi ciężkiej (najcięższego w karierze), regularnie trafiany w głowę na początku pojedynku. Andrzej „łapał” ciosy dopóki tylko otyły Irlandczyk miał kondycje, czyli jakieś 2 rundy. Tyle jeśli chodzi o przykład sprawnego Bernarda Hopkinsa. Oczywiście, Kevin McBride wygrał z samym Mike’em Tysonem, tyle że jaki to był wówczas Tyson i jak to zwycięstwo wyglądało? Powiedzieć że „Żelazny Mike” był cieniem samego siebie to zdecydowanie zbyt mało, ten kiedyś „najbardziej niebezpieczny człowiek na naszej planecie”, upadł tak nisko, że bez ciosu usiadł na deskach i nie miał siły z nich podnieść. Był to najbardziej żałosny widok (ze względu na jego dawną sławę, klasę i charyzmę) jaki kiedykolwiek przyszło mi oglądać w boksie. Przerażająco słaby Mike Tyson przegrał tam sam ze sobą, ze swoją beznadziejną formą a Kevin McBride miał akurat to szczęście być w pobliżu.
Jeśli dla odmiany chciałby ktoś otrzymać przykłady walk z przeszłości bardziej adekwatne do konfrontacji Adamek-Golota, to czyż nie będzie to prędzej Roy Jones jr – John Ruiz, czy też Manny Pacquiao – Oscar de la Hoya? Oczywiście, obecnemu Tomaszowi Adamkowi sporo brakuje do tamtego Roya Jonesa, tyle tylko, że obecnemu Andrzejowi Gołocie sporo też brakuje do tamtego Johna Ruiza... Manny Pacquiao - dużo mniejszy i dużo szybszy, zdeklasował ogromnie większego i jednocześnie najsłabszego w karierze de la Hoye. „Góral” ma tak dużą przewagę szybkości jak Manny i również on wypada zdecydowanie niekorzystnie pod względem warunków fizycznych, Andrzej z kolei może być w tej walce taki jak Oscar – najsłabszy w karierze. Jeśli więc Tomasz Adamek podejdzie do tego pojedynku taktycznie, z większym niż zwykle naciskiem na obronę, to przy tej różnicy szybkości rąk i nóg, wieku, zdrowia, klasy i rozboksowania, wydaje się, że Andrzej Gołota liczyć może głównie na szczęśliwe trafienie odwracające losy walki, tzw. „lucky punch”.
Jest jednak kilka aspektów, które zdają się działać na korzyść Gołoty. Po pierwsze lekceważy on Adamka i wbrew pozorom pod pewnym względem jest to plus. Od 1997 roku, a wiec od czasu pamiętnej przegranej z Lennoxem Lewisem, Polak boryka się z problemem pierwszych rund. Mowiąc wprost boi się szybkiej porazki przez nokaut. Według dobrze poinformowanych był ponoć problem z tym aby Andrzej w ogole wyszedł w Katowicach do dostarczyciela zwycięstw Jeremy Batesa. Była to pierwsza walka kolejnego powrotu Polaka po kolejnej dotkliwej porażce (tym razem po kilkudziesięciosekundowej traumie z Brewsterem) i sytuacja miała być na tyle poważna, że sam Don King musiał interweniować. W każdym razie Andrzej niejednokrotnie do ringu wychodził spięty czy wręcz bojaźliwy, redukując w ten sposób swoją klasę sportową na początku walki. Jeśli Gołota przetrwał taką początkową „niedogodność”, to zwykle po paru rundach przychodziło rozluźnienie i zwiększenie efektywności. Ponieważ Andrzej twierdzi, że wywodzący się z wagi półciężkiej Adamek nie jest w stanie zrobić mu krzywdy, to całkiem możliwe, że „Góral” już na dzień. dobry zobaczy w ringu pewnego siebie Gołotę, bez oznak nerwowego spięcia. Kolejny aspekt, który może zadziałać na korzyść Andrzeja to mobilizacja. Po pierwsze Gołota ma pewne osobiste urazy w stosunku do Tomasza (których nie będę tu omawiać). Po drugie on sobie zapewne doskonale zdaje sprawę z tego, że przegrał swoją zawodową karierę (nie pod względem finansowym oczywiście), kilkakrotnie się przy tym kompromitując na międzynarodowej arenie sportowej. W konsekwencji bardzo możliwe, że traktuje on perspektywę zwycięstwa nad znanym i docenianym Tomaszem Adamkiem, mistrzem świata dwóch wag, numerem 1 kategorii cruiser, jako swoistą nagrodę pocieszenia. Andrzej Gołota pod koniec swojej przegranej pod względem sportowym kariery może chcieć strzelić chociaż honorowego gola. Jest to czynnik zdecydowanie mobilizujący.
Tomasz Adamek ma dużo szersze pole do popisu w tej walce. Może wygrać zarówno na punkty jak i (wbrew pozorom) przez nokaut. Zacznę od tej drugiej opcji. Na pierwszy rzut oka wydaje się niemalże niemożliwe by bokser tak wyraźnie lżejszy mógł wygrać z tak dużym zawodnikiem wagi ciężkiej jakim jest Andrzej. Podobne opinie pojawiały się jednak przed konfrontacją Pacquiao i de la Hoya’i. Tomasz Adamek potrafi uderzyć bardzo niebezpiecznie jak na wagę cruiser, Andrzej Gołota z kolei, w ostatnich latach regularnie z lepszymi przeciwnikami, przewracał się w pierwszych 10 sekundach walki. Myślę, że to nie bierze się znikąd, takie pojedynki jak rewanż z Bowe, Lewis, Grant, Tyson, Brewster czy McBride, zdecydowanie nie pozostały bez wpływu na jego zdrowie i odporność na ciosy. Moim zdaniem on już jest porozbijany a Adamek jak już wspomniałem w wadze cruiser potrafi uderzyć prawą ręką bardzo niebezpiecznie. Nie oznacza to, że z powodzeniem może Andrzeja przewrócić pierwszym czy drugim dobrym prawym, starego Gołotę po ciężkich przejściach może jednak złamać kumulacją. „Góral” może też wygrać przed czasem na skutek złego rozłożenia sił przez przeciwnika. Skoro Gołota zapowiada wygraną przez nokaut, to możliwa jest wersja, że zaatakuje już na początku, gdy ma najwięcej sił. Zważywszy, że zdaje się on nie dopuszczać do siebie myśli, że może przegrać z zawodnikiem z niższych wag, to atak ten może być w nie tylko agresywny ale i bezkompromisowy, przez co może wyraźnie nadwątlić jego zapas sił. To z kolei może spowodować, że zmęczenie narastać będzie u niego w stopniu zdecydowanie szybszym niż normalnie i w którejś z późniejszych rund zaowocować może wyczerpaniem, które to potrafi uczynić zawodnika bezradnym. Za przykład posłużyć mogą takie walki jak Puritty-Kliczko, Brewster-Kliczko I, Thompson-Haye, Izon-Jefferson. Ciosy niecelne, są dla boksera je wyprowadzającego w znacznie większym stopniu meczące niż ciosy celne, jeśli dodatkowo wziąć pod uwagę, że ciosy notorycznie bite z całej siły są ogromnie bardziej wyczerpujące, to nawet nieefektywna, 2-rundowa szarża Andrzeja może być zabójcza w skutkach dla niego samego. Andrzej Gołota znajdzie się więc w trudnej sytuacji, jeśli zaatakuje bardzo ostro i ofensywa ta okaże się nieefektywna, to na skutek wyraźnego uszczuplenia zapasu sil ryzykuje porażkę przez nokaut z wyczerpania, jeśli natomiast zaatakuje niedostatecznie mocno, to najpewniej nic Tomaszowi Adamkowi nie zrobi i w konsekwencji przegra na punkty. Wyczerpanego Gołote może „Góral” pokonać przed czasem bez jednego choćby nokdaunu, wystarczy skuteczny i agresywny atak z jednej strony oraz brak satysfakcjonującej odpowiedzi z drugiej. W ten sposób nawet „waciany” Chris Byrd potrafił wygrywać przez techniczny nokaut (np. pojedynek z Jimmy Thunderem). Wyczerpany Andrzej, nie widzący swoich szans na zwycięstwo, może tez niestety ot tak zrezygnować, przecież „podziękowanie za walkę” zdarzyło mu się już dwukrotnie w karierze. Gołota może się tez poddać ponieważ przegrywając rundę za rundą nie będzie widział swoich szans na zwycięstwo. Najbardziej pesymistyczna opcja to dyskwalifikacja - wyczerpany bądź deklasowany Andrzej, w akcie desperacji, ucieka się do się fauli...
Najłatwiej „Góralowi” będzie wygrać na punkty, przewaga wzrostu i wagi może być równie dobrze niczym przy takiej przewadze klasy oraz cech motorycznych. Adamek powinien wykorzystywać dużo większą szybkość rąk i nóg, boksować pod pewnym względem tak jak z Gary Gomezem, czyli szybko, pewnie i na luzie. Owy brak spięcia jest tu ważnym elementem, gdyż cios zadany ręką, której mięsnie są napięte, jest wolniejszy. Ponieważ Tomasz, w odróżnieniu od Andrzeja, jest bardzo mocny psychicznie, to spięcia bym się u „Górala” nie spodziewał. Czy Tomasz powinien bić na korpus to kwestia dyskusyjna, takie ciosy potrafią ranić i nokautować, zadawane systematycznie mogą odebrać kondycje czy też spowodować, że rywal będzie trzymał ręce niżej przez co łatwiej go będzie trafić w głowę. Różnica gabarytów jest jednak na tyle duża, że takie celne ciosy mogą zwyczajnie mieć na Golote zbyt mały wpływ, może nawet żaden, a operowanie nimi wiąże się przecież z opuszczaniem rąk. Na pewno Adamek nie powinien stać naprzeciwko Andrzeja, bądź cofać się w linii prostej, powinien za to okrążać Gołote aby powolne na tym etapie kariery nogi przeciwnika jak najczęściej nie nadążały ze zmianą ich ustawienia do pozycji adekwatnej do sensownego wyprowadzenia ciosu. Jeśli już okrążać to w prawą stronę, aby oddalać się od prawej ręki, a wiec najgroźniejszej broni Andrzeja. Jeśli chodzi o lewą rękę Goloty, to wersja najbardziej pesymistyczna jest taka, że może się ona w dużej mierze okazać tekturową atrapą. Ręka ta przeszła wiele urazów. Najpierw był bardzo poważny wypadek samochodowy, który uszkodził lewy bark Andrzeja, po tym zdarzeniu ta ręka już nigdy nie była taka sama. Następnie, na skutek zaczepienia o liny ringu doszło do jej uszkodzenia w pojedynku mistrzowskim z Chrisem Byrdem. W ostatniej walce, a wiec w pojedynku z Rayem Austinem, już w pierwszej rundzie, doszło do ponownego jej uszkodzenia. Były potężne zasinienia, operacja, gips i rehabilitacja. Po pewnym czasie Golota miał też przejść jeszcze jeden zabieg a mianowicie usunięcia z organizmu odprysków kości po tym urazie. W związku z tym wszystkim najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja, że Andrzej musiał tę, zapewne w jakimś stopniu trwale już sfatygowaną, rękę wyraźnie oszczędzać na treningach. Oprócz tego dochodzi jeszcze jeden czynnik, otóż blizny na psychice potrafią siać większe spustoszenia niż realne urazy fizyczne, które były ich przyczyną. Pamiętajmy, że to będzie dla Goloty pierwszy występ po potężnym (i kolejnym już) urazie lewej ręki. On najzwyczajniej w świecie, oprócz odpuszczania tej ręce na treningach, może mieć lęk przed używaniem jej w prawdziwej walce, nawet na 100% i tak już okrojonych możliwości. W prawdziwej walce bokserskiej dochodzi czynnik napięcia, strachu, pobudzenia, agresji. Bokserzy doskonale wiedzą, że w takich okolicznościach adrenalina wyraźnie zmniejsza bądź nawet całkowicie hamuje odczuwanie bólu. Często zawodnik dopiero jakiś czas po walce zaczyna odczuwać uraz. Po walce, a więc wówczas, gdy organizm zaczyna wychodzić z anormalnego pobudzenia. Andrzej może sobie zdawać sprawę z tego, że w okolicznościach prawdziwej walki ta lewa ręka może go nie bolec, ale to wcale nie oznacza, że nie dzieje się z nią nic złego, że tego „przykrytego” adrenaliną bólu tam realnie nie ma. To właśnie, obok osłabiających tę rękę urazów z przeszłości, może tym bardziej przyczyniać się do ostrożniejszego jej używania. Podsumowując cały wątek lewej ręki, należy stwierdzić, że Andrzej Gołota w tym pojedynku może się okazać pięściarzem w większym stopniu jednoręcznym niż miało to miejsce przed walką z Austinem. Taka zaś okoliczność będzie bardzo sprzyjała jego przeciwnikowi, bo i łatwiej będzie mu Andrzeja wypunktować, i łatwiej uniknąć niebezpieczeństwa porażki przez nokaut.
Prowadzenie pojedynku zapewne dodatkowo ułatwi Tomaszowi fakt, że Andrzej jest nierozboksowany, nie walczył od roku, a w trakcie ostatnich 21 miesięcy rozegrał zaledwie 1 rundę (a i nawet ją w większej części przy pomocy tylko jednej ręki). Adamek z kolei miał w tym czasie 5 walk i 39 rund, w tym 3 pojedynki mistrzowskie i 1 eliminator do pasa. Tomasz musi unikać klinczy jak ognia, nigdy nie była to mocna strona jego przeciwnika, jednak przy tak dużej różnicy wagi i naturalnej wielkości (rozumianej tu jako wielkość układu szkieletowego, krwionośnego, nerwowego) byłoby wyjątkowo niemądre z jego strony gdyby nie starał się wykorzystać tego atutu. Andrzej przewagą rozmiarów może w klinczach przede wszystkim wymęczyć „Górala”. Tomasz aby nie dać się po ringu bezkarnie przestawiać z kata w kąt, zacznie używać siły fizycznej i w ten z sposób będzie na straconej pozycji z tą „ścianą mięśni” (jak obrazowo Gołotę opisał Mike Mollo). Nawet jeśli dzięki temu zapobiegnie owemu przestawianiu swojej osoby, to i tak zużyje na to zbyt duże zapasy energii, co może skutkować słabszą postawą w ostatnich starciach. Kolejny niebezpieczny aspekt klinczów, to zwiększenie ryzyka kontuzji. Gabaryty Andrzeja będą w zwarciu przyczyniać się do wyraźnego zwiększenia ryzyka upadku Adamka na deski, a to może spowodować uraz stawu kolanowego i skokowego. Jeśli dodatkowo Andrzej przepychając „Górala”, na skutek upadku tego drugiego, sam straci równowagę i przewróci się na przeciwnika będącego już na deskach, to skutki mogą być opłakane. Ponieważ sobotni pojedynek będzie debiutem Tomasza w kategorii ciężkiej to jest to zdecydowanie newralgiczna dla niego walka. Plusem jest jednak to, że brak górnego limitu wagi oznacza, że wreszcie nie będzie musiał się odwadniać przed oficjalnym ważeniem, a to może pozytywnie odbić się na kondycji.
Podsumowując muszę stwierdzić iż rozumiem, że przewaga wzrostu i wagi niesłychanie mocno działa na wyobraźnie. Jednak chłodna kalkulacja jest dla Andrzeja więcej niż niekorzystna. Obecny Andrzej Gołota to kolos na glinianych nogach, w związku z czym można się zastanowić, czy przypadkiem Golota-Adamek to nie będzie pojedynek „dobrego” i „zużytego”. „Dobrym” jest oczywiście Tomasz Adamek, który po początkowym, nieefektywnym szturmie wyeksploatowanego Andrzeja, ma szanse realizować taktykę mądrego i bezpiecznego boksowania, robiąc z tego w sporym stopniu jednostronny pojedynek. „Zużytym” z kolei może być tylko wiekowy Andrzej Gołota, któremu całkiem możliwe, że już rok temu organizm dał znać, że czas profesjonalnego uprawiania sportu tak naprawdę się skończył.
|
|
|
 | |  |
Posted Wto 03 Jun, 2008 15:53 By Redrum |
|
|
Witam
Forum już działa więc można korzystać - przez najbliższy czas będą jeszcze trwały prace nad wyglądem i funkcjonalnością ale nie powiiny one wpłynąć na dostępność do podstawowych funkcji.
W razie problemów z dostępem itp. proszę o kontakt
|
|
|
|
|
Sama inicjatywa ciekawa moim zdaniem, zawsze to jakas odskocznia od gal Bullita, bo tyvh regionalnych gal Babilonskiego nie biore pod uwage, kwestia co z tego wyjdzie, bo dluzszej kariery na rynku nie wroze Grajewskiemu, analizujac jego sportowe inic ...
[ Read Full ]
|
|
|
|
do walki juz tylko poltora tyogodnia a tu cisza...
Rafał stanie przed swoją największą próbą, bedzie to dotychczas najtrudniejszy rywal w jego karierze. Jak oceniacie szanse rafala w tym pojedynku?
Ja uważam, że 9-miesięczna prz ...
[ Read Full ]
|
|
|
|
W Bartniku jest coś naprawdę żenującego. Teraz oglądam powtórki na Polsat Sport i tam Wojtuś opowiada pierdoły do kamery po czym stwierdza, ze on na galę w Łodzi jak najbardziej, ze on młodemu pokaże, ze on medal ma... po czym z całkowitą powagą doda ...
[ Read Full ]
|
|
|
|
News Item
11 Marzec 2010: There are no news items.
|
|
 | Użytkownik |  |
 | Kto jest online |  |
Obecnie jest 8 użytkowników online: 0 Zarejestrowanych, 2 Ukrytych i 6 Gości
Registered Users: None
Najwięcej użytkowników online 74 Nie 07 Feb, 2010 18:35
|
|
 | Statystyki |  |
Mamy 880 zarejestrowanych użytkowników
Ostatnio zarejestrował się JaSiu
Nasi użytkonicy napisali łącznie 40615 postów w 1481 tematach
|
|
 | Ankieta |  |
 | Najaktywniejsi |  |
|