W walce Wilka z Asikainenem wyraźnie było widać naturalną, większą wagę Polaka. Pomimo podobnego wzrostu, Fin cały czas musiał przepychać się z silniejszym i większym Wilczewskim. Oczywiście nie mówimy o różnicy a'la obecny Pacquiao-Marquez ale było to na tyle widoczne, że nie wypadałoby tego nie brać pod uwagę. W dodatku Amin już w pierwszej rundzie doznał kontuzji łuku brwiowego nad lewym okiem. Prawdopodobnie wtedy, gdy Piotrek złapał go dwoma krótkimi sierpami. Na samym początku Polak unikał ładnie dość chaotycznych ataków Asikainena, od biedy poruszał trochę głową i włączył pracę nóg. Myślałem, że Wilk nastawi się na kontrę i w tą stronę pójdzie ta walka. Nic bardziej mylnego. Gdy Piotrek poczuł krew zaczęła się dyskotekowa wojna. Amin swoje cepy, Wilku swoje i tak się trafiali, w czym przewagę miał Polak ze względu na kontuzję Fina i bardziej wyrazisty cios. Wilczewski przy tym często trafiał nad lewą ręką Asikainena i, oczywiście znając wynik wcześniej, już wiedziałem jak Amin padnie... właśnie po wspomnianym uderzeniu. Piotrek ani śnił, żeby popróbować złożyć więcej niż 2 ciosy (półdystans) w tym przynajmniej jeden na korpus. Co przecież ułatwiała podwójna garda Amina, no a fakt, mogły też utrudnić sprawę wzmożone ruchy rąk Asikainena
Polak walczył nieczysto, odpychał głowę przeciwnika łokciem i to dość często za co powinien mieć odebrany punkt. Pierwszy uznany nokdaun to cios w tył głowy, które również przewijały się przez całą walkę. Wilczewski zaproponował wojnę, Fin nie miał wyjścia i zgodził się na takie rozwiązanie. Zresztą prawie przez całą walkę czyste ciosy padały wyłącznie w tych chaotycznych wymianach. Szkoda, że Wilk nie chciał trochę pobić z "outside'u", częściej kontrować i to nie na zasadzie cios na cios.
A później włączyłem sobie DeGale... i zapłakałem gorzko. Nie mówię tego złośliwie, bo mam duży szacunek dla ludzi, którzy ciężką pracą dochodzą do sukcesu (Wilk). Ale ten DeGale chyba wygrał przetarg na najbardziej niewygodnego przeciwnika dla Polaka. Niekonwencjonalny, szybki, odwrotna pozycja, wysoki, łapy za kolana, świetny uppercut, baardzo dobra praca nóg, bardzo dobra obrona, gość oczywiście nie jest znikającym punktem, bo to udowodnił ten twardy skurczybyk Smith ale trzeba naprawdę potrafić ścinać ring na mistrzowskim poziomie i mieć ciężką łapę, by James znalazł się w tarapatach (no albo urodzić się w ciele George'a Grovesa - on naprawdę jest 2 cm niższy niż DeGale?). Nie wiem jakim cudem Wilk miałby czysto trafiać DeGale'a skoro nacierającego, starego Asikainena nie potrafił.
Polak nie ma niestety żadnych argumentów. Prawda jest taka, że walczy na obcym terenie, z ekstremalnie nie pasującym mu, młodym mistrzem olimpijskim. Który nie dość, że ma bardzo wysokie umiejętności i doświadczenie (amatorka, w zawodowstwie łatwo jeśli chodzi o dobór rywali też nie ma) to również potrafi najzwyczajniej na świecie przypierdolić sierpem skracając dystans albo trafić wspomnianym już podbródkowym.
Typ: DeGale W TKO


















