Home    Forum    Szukaj    FAQ    Rejestracja    Zaloguj
Nowy temat  Odpowiedz Strona 1 z 1
 
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść...
Autor Wiadomość
Cytuj
Post Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść... 
 
Image

Roy Jones Jr. właśnie zaliczył kolejlną porażkę przed czasem... tym razem już w 1 rundzie, z Danny Greenem. Skłoniło mnie to do pewnych refleksji nad karierą tego wybitnego pięściarza. Patrząc na Roya i jego ego należało się spodziewać takiego obrotu sprawy, że wierząć w swoją wielkość będzie walczył tak długo aż wydarzy sie coś takiego. Roy sprawiał wrażenie jakby niedocierały do niego pewne fakty, mógł przegrywać walki ale wystarczyły zwycięstwa z Sheika i Lacym aby znów oznajmiać że wróci na szczyt i jest najlepszy. Cios, który zakończył walkę z Greenem i być może jego karierę nie wyglądał groźnie, powiedziałbym że podobnie do tego jakim na kilka minut położył go na macie Glen Johnson, pozornie niezbyt mocny prawy, który trafił w okolice ucha. Roy po tym ciosie od Greena wprawdzie wstał ale był zupełnie sparaliżowany, nie wiedział co się dzieje, nie odpowiadał na atak, sędzia słusznie zatrzymał walkę chroniąc Jonesa przed ciężkim nokautem. Green nie pokazał w tej walce nic szczególnego co tylko dopełnia obrazu rozpaczy. Nie będe zadawał pytania co dalej, tylko raczej po co mu to było...

Od lat, a konkretnie od pierwszej walki z Tarverem wszyscy głośno mówili że Roy się skończył, druga walka dobitnie to potwierdziła. Roy nie chciał przyjąć tego do wiadomości, przegrywał kolejne walki, zaliczał ciężkie nokauty, ale ani myślał kończyć karierę. Dziś to zawodnik pozbawiony swojej dawnej szybkośći, refleksu, bez rewelacyjnej kiedyś pracy nóg, bez odporności na ciosy... łącząc to wszystko z jego stylem walki, opuszczoną lewą ręką, efekt mógł być tylko jeden.

Oczywiście Roy tak jak Holyfield, nie robił nic innego od urodzenia, kochał boks i nie potrafił się z nim rozstać, nie chciał przyjąć do wiadomości że jego czas minął i już nie wróci. To można zrozumieć i z pewnością trzeba szanować. Jednak zastanówmy się kim byłby Roy w boksie zawodowym gdyby po walce z Ruizem i zdobyciu w pieknym stylu mistrzostwa wagi cięzkiej odwiesił rękawice na kołku?? Nie musiał brać walki z Tarverem, Antonio był jednym z wielu sfrustrowanych bokserów wagi półcieżkiej, który opowiadał na prawo i lewo że pokona Jonesa, nikt nie brał go na serio. Zresztą po pierwszej walce nie było jeszcze za późno, moim zdaniem Roy tą walke minimalnie wygrał a opinia że przegrał wzieła się raczej z tego że Tarver był skazany na pożarcie a dał Royowi bardzo ciężką wyrównaną walkę i spisał się znacznie lepiej niż ktokolwiek przypuszczał. Tu widze pewną analogie do walki Lennoxa Lewisa z Vitalijem Kliczką, Lennox w przeciwieństwie do Roya zdał sobie sprawę że coś się skończyło, mimo wygranej zrozumiał że jego czas dobiega końca i trzeba kończyć karierę zanim ktoś młodszy zrobi to za niego... Presja na rewanż z Kliczką była ogromna, ale Lewis sie nie ugiął. Odszedł jako mistrz, jako zwycięzca... tak też zostanie zapamiętany przez kolejne pokolenia kibiców boksu. Roy byłby zapamiętany jako jeden z największych w historii, jako fenomen tego sportu, byłby stawiany w jednym rzędzie z Muhammadem Ali czy Sugar Rayem. Roy niestety w przeciwieństwie do Lennoxa rewanż z Tarverem przyjął, reszta to już historia...




Offline AIM Address View user's profile Send private message Visit poster's website
Download Post Back to top Page bottom
Display posts from previous:   

Nowy temat  Odpowiedz  Strona 1 z 1
 

Users browsing this topic: 0 Registered, 0 Ukrytych i 1 Gość
Zarejestrowani użytkownicy: None


 
Permissions List
nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
nie możesz edytować swoich postów na tym forum
nie możesz kasować swoich postów na tym forum
nie możesz głosować w ankietach na tym forum
You cannot attach files in this forum
You cannot download files in this forum
You cannot post calendar events in this forum