Nicolai Valuev postanowił zabrać głos publicznie po przegranej walce z Davidem Haye, w której stracił tytuł "mistrza świata". Jako że jego wypowiedź szczerze mnie rozbawiła, postanowiłem przytoczyć kilka rodzynków z wywiadu z Rosjaninem
- Jeżeli miałbym się na cokolwiek uskarżać względem moich promotorów, to byłby fakt, że ciągle dobierali mi małych, uciążliwych i niewygodnych rywali, takich jak John Ruiz, Ruslan Czagajev, Evander Holyfield...
Biedny Niko... nie dość że jego promotor zrobił kawał dobrej roboty, bo z faceta w zasadzie nie potrafiącego boksować zrobił "mistrza świata" to on jeszcze się na dobór rywali by skarżył... jeden w wieku 46 lat ważacy niecałe 100 kg, drugi też mały i mocno po prime... ależ mu ten promotor świnie podkładał! Ale Niko idzie dalej...
- Ale ja nigdy nie odmówiłem walki z nikim
nie ma co, prawdziwy bohater...
- Tak na poważnie, to obawiam się, że wszystkie moje walki z tymi cruiserami wyglądały identycznie jak z Haye
Za tą wypowiedź wielkie brawa! Tutaj Valuev bez pardonu przyznaje, że w zasadzie to wszystkie walki o których mówi zwyczajnie przegrał...
- Czas najwyższy więc by moi promotorzy ściągnęli mi prawdziwego boksera wagi ciężkiej, z którym mógłbym pokazać prawdziwy boks
tu już naprawdę wszelki komentarz jest zbędny...
- ale ja jeszcze powrócę
Niko, powodzenia! wracaj gdzie chcesz, byle już nie do mojego telewizora.
No ale starczy już o Valuevie, był z pewnością ciekawym zjawiskiem na zawodowych ringach i tak to zostawmy. W najbliższy weekend czeka nas boks z najwyższej półki, gwarantuję że Pacquaio i Cotto nie będą zadawać 12 ciosów na rundę















