Od starcia Pacmana z Miguelem Cotto dzielą nas już tylko godziny, obaj bokserzy zrobili zakontraktowany limit 145 funtów bez problemu w pierwszym podejściu. Pacman wniósł na wagę 144 funty, najwięcej w dotychczasowej karierze. Dysproporacja warunków fizycznych jest widoczna, aczkolwiek jest znacznie mniejsza niż choćby w przypadku walki z Oscarem De La Hoya. Wszystkie karty zostały już odkryte, pora więc przyjrzeć się szansom obu pięściarzy...
Niewiadomych mamy tu sporo choć dotyczą one głównie Miguela Cotto, a konkretnie tego jak po walce z Antonio Margarito będzie sie prezentował w kolejnym ciężkim pojedynku. Po walkach z Jenningsem oraz Clotteyem ciężko uzyskać jednoznaczną odpowiedź na to pytanie, żaden z nich nie bił Cotto z taką siłą oraz częstotliwością z jaką robił to Margarito i z jaką z pewnością może to zrobić Filipińczyk. Historia pokazuje że bokserzy reagują na przyjęte ciosy bardzo różnie, jednym jak choćby Fernando Vargasowi wystarczyła jedna wojna z Felixem Trinidadem żeby nigdy nie być już tym samym bokserem, inni jak Evander Holyfield mimo ogromnej ilości przyjetych ciosów nigdy nie pokazali w ringu słabości z tego powodu. Ta walka da nam odpowiedź na to pytanie, gdyż Pacman szczękę Miguela niechybnie przetestuje... W przeszłośći Cotto pokazał że odporność na ciosy nie jest jego atutem, zdarzało mu się zarówno walczyć o przetrwanie po pojedyńczych ciosach od Corleya jak również leżeć na deskach po ciosach Torresa. Także reakcje na ciosy Zaba Judaha i Shane Mosleya nie budzą we mnie optymizmu, mimo że Ci akurat zawodnicy potrafią mocno uderzyć. Także obawiam się że Miguelowi znacznie bliżej aby dołączyć do grupy "Vargasa" niż "Holyfielda", no ale pewności nigdy nie ma...
Inna sprawa to jak Pacman poradzi sobie z prawdziwym zawodnikiem 147, jeśli Cotto będzie w stanie zostawić za sobą walkę z Margarito i wnieść na ring formę choćby ze wspomnianych walk z Molsyem czy Judah, to Filipińczyka niezależnie od wszystkiego czeka ciężka przeprawa. Walka z DLH to miraż, Oscar wniósł do ringu tylko nazwisko, jego forma była fatalna, duszenie wagi do 145, której nie robił od wielu lat kompletnie go zabiło, podobnie jak Roya Jonesa czy Chrisa Byrda, w pewnym wieku z nadmiernego zbijania wagi nic dobrego nie wychodzi. Ja wciąż mam przed oczami walki Pacmana z Moralesem czy Marquezem. To byli zawodnicy, którzy (Morales do połowy rewanżowej walki), mimo niezbyt dużej szybkości potrafili zneutralizować w dużym stopniu szybkość Pacquiao, potrafili sami go zaatakować powodując u Filipińczyka konsternacje i obnażając jego chyba najsłabszą stronę, walkę pod presją, gdy jest na wstecznym biegu bądź musi bronić się na linach zwyczajnie się gubi.
Ja osobiście choć Pacmana bardzo cenię, to wciąż nie jestem przekonany co do jego realnej wartości w tej wadze... Jeśli Cotto będzie potrafił zneutralizować szybkość rywala, co powiedzmy sobie od razu będzie bardzo trudne, to wykorzystując przewagę siły, warunków fizycznych, bijąc na korpus, ma duże szanse sprawić niespodzianke. Jeśli jednak sprawdzi się scenariusz że szybkość Pacmana jest dla niego barierą nie do przeskoczenia to może się nawet powtórzyć scenariusz z walki z Hattonem, gdzie Pacman zaczął mocno a Anglik stał i nie miał pojęcia co się dzieje... Dla Cotto to walka o być albo nie być w bokserskiej elicie, porażka odsunie go na dłuższy czas od dużych walk, a biorąc pod uwagę destrukcyjny styl walki Pacquaio może mu też na dobre złamać kariere. Mówi się że Pacman słabiej trenował, zaraz pewnie podniosą się głosy że jego waga to potwierdza, ale ja w to nie wierze... Nigdy nie widziałem Filipińczyka w ringu źle przygotowanego czy bez szybkości, to charakteryzuje mistrzów - profesjonalizm. Od dawna mówi się że zamiast trenować gra w filmach, czy bawi sie w polityka, nigdy nie miało to żadnego negatywnego przełożenia na jego formę, nie będzie miało również tym razem
Możliwe scenariusze można snuć w nieskończoność, podobnie wyliczać mocne i słabsze strony obu zawodników, ale nie o to chodzi. Pora przestać lać wodę i po męsku wytypować zwycięzce pojedynku...
Typ walki: Po dłużym zastanowieniu i rozważeniu wszystkich za i przeciw zdecydowałem się - choć nie bez wątpliwości - na "bezpieczniejszą" opcje. Wygra Manny Pacquiao, dzięki pracy nóg będzie utrzymywał walkę na środku ringu co wybije Miguelowi z ręki głowny atut w postaci przewagi warunków fizycznych. W wymianach róznica w szybkości rąk będzie się uwidaczniać. Pacman widząc że Cotto nienajlepiej znosi jego uderzenia będzie podkręcał tempo walki, ciosy będą dochodzić, kondycja Miguela będzie słabnąć... Pacquiao zastopuje Portorykańczyka w drugiej połowie pojedynku















